Z Mariuszem Kondraciukiem, Dyrektorem branży Energy Management spółki Siemens rozmawia Krzysztof Kochanowski.
Krzysztof Kochanowski: Panie Mariuszu odnoszę wrażenie, że polski odbiorca energii jest za mało wyedukowany. Dla wielu z nich pojęcie Smart Grid i Smart Metering, to przysłowiowa czarna magia. Niewielu odbiorców z taryf G wie do czego służy tzw. inteligentny licznik energii elektrycznej. Czy Pana odczucia są podobne?
Mariusz Kondraciuk: Od czasu, gdy rozpoczęła się dyskusja na temat Smart Meteringu w Polsce, wiele firm doradczych robiło analizy dotyczące podatności konsumentów na zmianę sposobu zużycia energii w wyniku zastosowania dynamicznych taryf. Te analizy zawsze plasowały polskiego konsumenta gdzieś na granicy skłonności do zmian swoich przyzwyczajeń (coś to da albo niekoniecznie). Wynika to z faktu, że ceny energii dla odbiorców indywidualnych są u nas relatywnie niskie. Ponadto nie przeprowadzono w naszym kraju empirycznych badań na dużych obszarach pilotowych, z których można by wiarygodnie wnioskować jak bardzo polscy odbiorcy skłonni są zmieniać swoje przyzwyczajenia. Trudno mi sobie wyobrazić, aby dla kliku złotowych oszczędności ludzie w bloku mieszkalnym gremialnie włączali w nocy pralki. Ludzie w nocy raczej wolą spać a nie słuchać odgłosów pracujących pralek. Według mnie niektóre założenia dotyczące potencjału do zmiany przyzwyczajeń konsumentów energii są u nas zbyt optymistyczne.
KK: Załóżmy, że firmy technologiczne wykonają tytaniczną pracę na rzecz edukowania odbiorcy, aby nakręcić popyt na usługi generowane przez Smart Metering. Skoro już się zacznie to dziać i odbiorca zacznie to robić, to jakich może się spodziewać rzeczywistych korzyści z tej technologii?
MK: Najpierw trzeba te usługi określić. Moim zdaniem one nigdy nie zostały zdefiniowane w sposób zrozumiały dla zwykłego odbiorcy komunalnego. Dla przykładu posłużę się analogią z telefonami komórkowymi. Dwadzieścia kilka lat temu niewielu z nas sądziło, że będzie opłacać rachunek telefoniczny w wysokości 100-150 zł, co jest dzisiaj standardem. Patrzyliśmy na telefon jedynie przez pryzmat możliwości rozmów. Operatorzy telefoniczni potrafili zaproponować swoim klientom takie usługi, że to konsumenci są teraz gotowi płacić wyższe rachunki telefoniczne. Tego mi brakuje w przypadku energetyki. Mamy licznik energii elektrycznej, wiemy jak ma wyglądać, jak ma się komunikować z bazą gromadzącą dane. Prowadzone są prace nad rozwiązaniami legislacyjnymi, i w mojej ocenie jedną z głównych kwestii, o którą toczy się batalia jest umożliwienie OSD przerzucenia kosztów implementacji na klienta. Nawiasem mówiąc, niezdefiniowane źródło finansowania, to według mnie główna bariera wdrażania Smart Meteringu w Polsce. Jedyny komunikat docierający do przeciętnego konsumenta, to mglista obietnica przyszłych oszczędności. Nie ma on jednak świadomości jakie usługi będzie mógł zyskać dzięki zainstalowaniu licznika ze zdalnym odczytem. Pojawiają się różne szacunki dotyczące poziomu przyszłych oszczędności identyfikowanych po stronie konsumentów. Liczby robią wrażenie, bo są agregowane dla ogółu odbiorców i wielu lat. Jednak przeciętnego zjadacza chleba to zupełnie nie przekonuje, bo jeżeli jest choć trochę świadomy, natychmiast potrafi wyliczyć, że to najwyżej kilka złotych miesięcznie i to nie od razu. Powszechne jest przekonanie, że wzrośnie rachunek za energię ze względu na koszty związane z instalacją licznika Smart. Potencjalne oszczędności są relatywnie niskie. Ja nie słyszałem aby odbiorców komunalnych informowano o usługach budowanych na platformie Smart Meteringowej czy innych usług realizowanych dzięki licznikowi. I nie mam tu na myśli jedynie zarządzania popytem. Według mnie aktualnie nie ma racjonalnej argumentacji, która by przekonała zwykłego konsumenta do. inteligentnego licznika, a jest on przecież jednym z głównych interesariuszy wdrożenia Smart Meteringu.
KK: Wątek odbiorcy jest tu najistotniejszy, ponieważ SM ma poprawić obsługę odbiorcy. Odbiorca nic nie wie na temat nowych usług jakie mógłby otrzymać dzięki tej technologii. Cały obraz wdrażania SM jest bardzo zaciemniony. Dodatkowo w Polsce próbuje się wykreować nową specyfikację komunikacji z licznikiem inteligentnym pomimo tego, że na świecie już funkcjonują sprawdzone rozwiązania i można je implementować do naszych warunków lub wyciągać wnioski ze sprawdzonych doświadczeń instalacji w innych krajach. Zamiast rozmawiać z producentami działających już technologii próbujemy zrobić coś sami. Czy to jest kolejne działanie mające zaciemnić obraz rzeczywistych korzyści wynikających z technologii Smart Grid i Smart Metering? A może sami nie wiemy czego chcemy?
MK: Jeżeli chodzi o protokół komunikacji liczników, to z perspektywy dostawcy tego typu rozwiązań nie widzę problemu w tym, że szukamy jakiejś własnej trzeciej drogi. Ta droga jest w miarę zbieżna z tym co jest np. w Hiszpanii. Mam na myśli standard komunikacyjny PRIME, zarekomendowany przez PTPiREE. Należy tu podkreślić, że ta rekomendacja nie jest obligatoryjna. Przetargi pokazują, że rekomendowany standard na podstawie którego dostawcy wykonali wysiłek aby go wdrożyć, ma teraz niewielkie zastosowanie w rzeczywistej praktyce, ponieważ każdy OSD może na własną rękę kształtować własne rozwiązania komunikacyjne, pomimo tego, że jest członkiem PTPiREE i uczestniczył w podejmowaniu decyzji. Według mnie problemem jest stworzenie kilku ścieżek w obrębie jednego kraju. Tracimy pewną synergię wynikającą ze skali oraz interoperacyjności urządzeń.
Miałem okazję przysłuchiwać się również dyskusji na temat standardu ebIX. Argumenty za i przeciw wydawały mi się sensowne. Uważam, że jeżeli podjęta zostanie decyzja, że w ten standard wchodzimy, to musimy być świadomi ograniczeń związanych z możliwością zmian w przyszłości.
KK: Postuluje Pan, abyśmy przyjęli pewną ogólną zasadę, aby przy wdrażaniu SM wyznaczyć, że budujemy „autostrady” w pewnym określonym standardzie natomiast możemy dyskutować na temat marek „samochodów”, które mogą się na niej „poruszać”.
MK: Dokładnie tak. Z tego co jest mi wiadomo rekomendowany standard jest jednym z bezpieczniejszych, jeśli chodzi o możliwość ochrony przesyłanych danych. Jest to ta droga, którą chciałbym się poruszać jako odbiorca energii. Ja podchodzę do całego zagadnienia w taki sposób, że standardy i specyfikacje powinny być dopiero drugim etapem dyskusji nad wdrożeniem Smart Meteringu i Smart Gridu. Ich określenie będzie o wiele łatwiejsze jeżeli wcześniej zbudujemy konsensus wokół odpowiedzi na pytanie – dlaczego i po co to robimy? Argumentów o narzuconych nam wymaganiach Unii Europejskiej nie kupuję. Jako konsument muszę w tym wszystkim widzieć swoją własną indywidualną korzyć. Niestety mam wrażenie, że w sferze publicznej skupiliśmy się na standardach a nie wyjaśnieniu dlaczego tego potrzebujemy. Tymczasem, aby mieć wszystkich interesariuszy po stronie zwolenników wdrożenia Smart Meteringu a następnie po stronie aktywnych uczestników Smart Gridu, trzeba wyjaśnić im dlaczego to robimy. Oczywiście w sposób uwzględniający ich potrzeby i interesy.
KK: Na rynku hiszpańskim 30% odbiorców energii jest już opomiarowanych tzw. inteligentnymi licznikami. Ostatnio pojawił się tam problem z włamaniem do systemu liczników przez hakerów. Ci kradli dane klientów i wysyłali błędne komunikaty do OSD. Fachowcy określili, ze istnieje realne zagrożenie cyberataków, co może zagrażać sieli elektroenergetycznej i zasilaniu odbiorców. Czy te doświadczenia powinny być dla nas nauczką? Czy potrafimy się przed nimi zabezpieczyć?
MK: Tego typu przypadki trzeba szczegółowo analizować, aby uniknąć podobnych błędów i zagrożenia. Zwłaszcza, że standard PRIME wykorzystywany przez Hiszpanów jest rekomendowany również przez PTPiREE. Żyjemy jednak w świecie, w którym infiltracja naszej prywatności jest coraz większa. To, że dane o moim profilu/zużyciu energii elektrycznej wyciekły może być problem dla mojego pokolenia. Nie sądzę, aby to był problem dla moich dzieci ponieważ zostawiają mnóstwo śladów na swój temat w otoczeniu globalnym, przede wszystkim w sieci internetowej. Każde kolejne pokolenie będzie na ten problem patrzyło zupełnie inaczej.
KK: Odnoszę wrażenie, że generalnie tworząc technologie Smart zabieramy się nie od tej strony co potrzeba. To odbiorca powinien kształtować usługę, a my obwarowujemy się przepisami, tworzymy jakiś szkielet odgórnie przez instytucje, a dopiero na końcu próbujemy do niego wpasować odbiorcę energii. Czy zgodzi się Pan z tą tezą?
MK: Szkieletu nie unikniemy, ponieważ jest to rynek regulowany. Zgadzam się z Panem natomiast, że niestety odbiorca pojawia się dopiero na końcu tego łańcucha. Nie buduje się szkieletu na potrzeby odbiorcy, ale się go „wciska” w wymyśloną konstrukcję, która w pierwszej kolejności zaspokaja interesy OSP i OSD. Odbiorca energii ma swój punkt widzenia bardzo wąski, nie patrzy tak szeroko na problem jak operatorzy. Ci ostatni mają inne interesy w SM niż odbiorca. Trzeba to zrównoważyć. Mam wrażenie, że waga jest mocno przechylona na stronę OSD i OSP.
KK: Nie da się uniknąć tendencji jakie idą ze świata bardziej rozwiniętego. Mam tutaj na myśli koncentrację rynków energii wokół wielkich metropolii. Społeczności przenoszą się z różnych przyczyn z mniejszych miejscowości do dużych miast. Częstokroć problemy odbiorców z dużych miast warunkują pewne zachowania w zakresie rozwoju technologii Smart w elektroenergetyce, ciepłownictwie, wod-kan, transporcie, czyli wszystkich tych usługach, które dotyczą mieszkańca. O ile w pewnych obszarach widzimy dostosowanie usług do wymogów mieszkańca (np. w transporcie), to w przypadku energetyki nie dostrzegam tej determinacji. Czy wzorem właśnie miast Europy Zachodniej w najbliższej przyszłości również w Polsce metropolie będą narzucały dostawcą usług pewne zachowania konsumenckie?
MK: Struktura polskiej energetyki nie sprzyja rozwijaniu modelu, o którym Pan powiedział. W Niemczech w większości miast działają spółki komunalne, które są własnością miasta. Skupiają kilka mediów energetycznych, to pozwala na kształtowanie spójnej polityki energetycznej na określonym niewielkim obszarze urbanistycznym. U nas w miastach firmy dostarczające media energetyczne dokonują optymalizacji jednowymiarowej, tzn. wokół jednego medium. Ponadto nie ma wielkiego przełożenia między włodarzami miast a operatorami.
Spółka energetyczna, która obsługuje jakąś część terytorium kraju, siłą rzeczy ma inne spojrzenie na pojedynczego odbiorcę, niż ta która obsługuje tylko jedno miasto, jest zależna od władz miasta i dostarcza wiele mediów. Z tego punktu widzenia w elektroenergetyce funkcjonuje w Polsce centralne zarządzanie.
Istotnym aspektem zagadnienia jest również fakt, że polska energetyka ciągle patrzy na pojedynczego odbiorcę jak na numer licznika, a nie jak na podmiot posiadający różne potrzeby. Taka jest rzeczywistość. Czy to się zmieni? Sądzę, że z czasem tak, ale jest to transformacja mentalna. Odbiorca musi być postawiony w centrum zmiany, którą jest wdrożenie Smart Meteringu, tak by ją rozumiał.
Dziękuję za rozmowę
Współpraca: Izabela Żylińska